Kontrowersje wokół globalnego ocieplenia – dyskusja dotycząca natury i konsekwencji globalnego ocieplenia. Nieporozumienia dotyczą m.in. przyczyn wzrostu średniej temperatury globalnej powietrza (szczególnie od połowy XX wieku), czy trend ocieplenia jest bezprecedensowy lub w zakresie klimatycznych oscylacji i czy podawany wzrost w pełni lub częściowo nie wynika z niedokładnych pomiarów. Dodatkowe kwestie to szacunki wrażliwości klimatycznej, prognozy ocieplenia w przyszłości, konsekwencje i przeciwdziałanie. Prowadzona jest żywiołowa debata w mediach masowych i polityce, a zaangażowane są korporacje, organizacje polityczne i osoby indywidualne.
Spis treści |
W Unii Europejskiej walka z globalnym ociepleniem jest od dawna kwestią priorytetową. Wszystkie kraje członkowskie Unii ratyfikowały Protokół z Kioto z 1997, a niektóre kraje europejskie już przed 1990 rozpoczęły działania mające na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych (np. Margaret Thatcher w 1988 apelowała o przeciwdziałanie wywołanym przez człowieka zmianom klimatu[1], RFN (później Niemcy) rozpoczęło inicjatywy po zwycięstwie partii Zielonych w wyborach do Parlamentu w 1983. Analizujący trendy językowe na świecie Global Language Monitor zaliczył w 2005 "globalne ocieplenie" i bardziej politycznie neutralne "zmiana klimatu" jako tzw. chwytliwe hasła (ang. catch phrase)[2]. W Europie pogląd, że człowiek wpływa na klimat zyskał szerokie uznanie szybciej niż w innych częściach świata, szczególnie w porównaniu do Stanów Zjednoczonych[3][4].
Toczyła się również debata wśród komentatorów publicznych - ile uwagi w mediach należy poświęcić każdej ze stron kontrowersji. Andrew Neil z BBC stwierdził, że "jest wielkie zagrożenie, że w pewnych kwestiach stajemy się partią jednostronną i prezentujemy tylko jeden pogląd. Nie trzeba zaprzeczać zmianie klimatu, żeby zauważyć duży zakres opinii w temacie"[5].
Poniższa tabela przedstawia społeczną percepcję istnienia i znaczenia globalnego ocieplenia na świecie i w USA[6][7][8][9]:
| Pogląd | % zgadzających się | Dotyczy/Rok |
|---|---|---|
| Globalne ocieplenie prawdopodobnie ma miejsce. | USA/2006 | |
| Globalne ocieplenie prawdopodobnie ma miejsce. | USA/1998 | |
| Działalność człowieka to znacząca przyczyna zmiany klimatu. | USA/2007 | |
| Działalność człowieka to znacząca przyczyna zmiany klimatu. | Świat/2007 | |
| Zmiana klimatu to poważny problem. | USA/2006 | |
| Zmiana klimatu to poważny problem. | Świat/2006 | |
| Zmiana klimatu to poważny problem. | Świat/2003 | |
| Niezbędne jest prędkie podjęcie odpowiednich działań. | USA/2007 | |
| Niezbędne jest prędkie podjęcie odpowiednich działań. | Świat/2007 |
Sondaż Ipsos MORI z czerwca 2007 w Wielkiej Brytanii wykazał, że 56% uważa, że naukowcy wciąż kwestionują zmianę klimatu. Ankieta sugeruje, że terroryzm, graffiti i przestępstwo budzą większy niepokój niż zmiana klimatu. Phil Downing, kierownik MORI ds. badań środowiska, stwierdził, że ulegli oni wpływom kontrargumentów[10].
Kanadyjski prezenter popularnonaukowy i aktywista David Suzuki uważa, że opinia publiczna nie ma wystarczającej świadomości problemu globalnego ocieplenia[11].
Przykładem ubogiego rozumienia jest mylenie globalnego ocieplenia z dziurą ozonową lub innymi problemami związanymi z ekologią[12][13].
Sondaż 15 krajów przeprowadzony w 2006 przez Pew Research Center ujawnił "znaczną przepaść w przywiązywaniu wagi do globalnego ocieplenia – mniej więcej dwie trzecie Japończyków (66%) i Hindusów (65%) stwierdza, że osobiście bardzo martwią się globalnym ociepleniem. W przybliżeniu połowa populacji Hiszpanii (51%) i Francji (46%) również okazuje wielki niepokój globalnym ociepleniem wśród tych, którzy słyszeli o problemie. Nie ma jednak dowodów na alarm w sprawie globalnego ocieplenia w Stanach Zjednoczonych i Chinach - dwóch największych producentach gazów cieplarnianych. Tylko 19% Amerykanów i 20% Chińczyków, którzy słyszeli o problemie, mówią, że wielce martwią się globalnym ociepleniem – najniższa wartość procentowa z 15 ankietowanych krajów. Ponadto, prawie połowa Amerykanów (47%) i nieco mniej Chińczyków (37%) bardzo mało lub zupełnie nie martwi się problemem"[14]. Sondaż 47 narodów przeprowadzony w 2007 wykazał, że "znaczące większości w 25 z 37 krajów mówią, że globalne ocieplenie jest 'bardzo poważnym' problemem"[15].
Grupy ekologiczne, wiele rządowych raportów i nieamerykańskie media często stwierdzają praktycznie jednomyślną zgodę w środowisku naukowym wspierającą ocieplenie w wyniku działalności człowieka. Adwersarze albo zupełnie wykluczają istnienie ugody, albo utrzymują, że większość naukowców uważa globalne ocieplenie za "nieudowodnione", albo zwracają uwagę na zagrożenia związane z konsensusem w nauce[16][17][18]. Inni stwierdzają, że niektórzy zwolennicy lub oponenci zostali "stłumieni" lub zeszli do podziemia[19]. Istnienie konsensusu publicznie podważa około 1000 naukowców, w tym meteorologów, klimatologów a także członkowie IPCC. Zarzuty wysuwane przez nich dotyczą różnych aspektów konsensusu w sprawie globalnego ocieplenia, począwszy od dokładności modeli klimatycznych, po metodologię stosowaną przez IPCC[20].
Większość klimatologów zgadza się, że globalne ocieplenie spowodowane jest głównie działalnością człowieka, taką jak spalanie paliw kopalnych i wylesianie[21][22][23]. Wniosek o ociepleniu się klimatu globalnego wskutek działalności człowieka i kontynuacji tego trendu jeżeli emisje gazów cieplarnianych nie zostaną zredukowane poparło co najmniej 30 stowarzyszeń naukowych i akademii nauk, wliczając w to wszystkie akademie naukowe najbardziej uprzemysłowionych państw. Narodowa akademia nauk USA[24], American Association for the Advancement of Science[25] oraz akademie nauk najbardziej uprzemysłowionych i rozwijających się krajów świata w oświadczeniu wspólnym[26] specyficznie używają słowa "konsensus" odnosząc się do tej konkluzji.
Esej Naomi Oreskes z 2004 w czasopiśmie Science był sprawozdaniem z przeglądu 928 abstraktów recenzowanych artykułów naukowych związanych z globalną zmianą klimatu w bazie danych ISI[27]. Oreskes stwierdziła: "niezwykłe że żaden z artykułów nie był odmiennego zdania niż pozycja konsensusu... Ta analiza pokazuje, że naukowcy publikujący w recenzowanej literaturze naukowej zgadzają się z IPCC, National Academy of Sciences i publicznymi oświadczeniami profesjonalnych stowarzyszeń". Benny Peiser twierdził, że znalazł błędy w pracy Oreskes[28], ale jego próba obalenia została zakwestionowana[29][30][31] i nie opublikowało jej recenzowane czasopismo naukowe. Później Peiser odwołał częściowo swój krytycyzm[32], komentując też, że "znakomita większość klimatologów zgadza się, że obecny okres ocieplenia spowodował głównie człowiek. Jednakże, ten konsensus większości daleki jest od jednomyślności"[30][33].
Wstępniak Richarda Lindzena z 2006 w The Wall Street Journal sprzeciwia się twierdzeniu, że osiągnięto naukowy konsensus i zaliczył badanie czasopisma Science oraz inne źródła, jak raporty IPCC i NAS jako część "intensywnych starań mających zasugerować, że teoretycznie oczekiwany wkład z dodatkowego dwutlenku węgla naprawdę wykryto"[34]. Lindzen napisał 12 kwietnia 2006 w The Wall Street Journal[35]:
| „ | Ale jest groźniejsze oblicze karmienia tą gorączką. Naukowcy odstępujący od panikarstwa doświadczyli zaniku dotacji, wyśmiewania ich pracy i zniesławienia jako kukiełki przemysłu, naukowe płotki albo i gorzej. W konsekwencji kłamstwa o zmianie klimatu zyskują zaufanie nawet gdy odfruwają w obliczu nauki, która podobno jest ich podstawą. | ” |
Podobnie, Timothy F. Ball twierdzi, że sceptycy zeszli do podziemia dla "bezpieczeństwa posady i ze strachu przed odwetem. Nawet na uniwerystecie, gdzie wolność słowa i podważanie dominującej wiedzy jest podobno pożądana, uczeni pozostają cicho"[36].
Jeden z sondaży środowiska naukowego odkrył odwrotność problemu - New Scientist odnotowuje, że w ankietach dużo większa frakcja naukowców amerykańskich kosekwentnie twierdzi, że pracodawcy lub rząd USA naciskają na nich aby zaprzeczyli globalnemu ociepleniu wskutek działalności człowieka[19] o ile nie chcą ryzykować utraty dotacji.
W odpowiedzi na konsensus nt. globalnego ocieplenia, niektórzy sceptycy porównali teorię z religią[37][38][39], ruchem eugenicznym[40][41] i zdyskredytowanymi teoriami naukowych, takimi jak flogiston[42] i miazma[43].
W 2008 Fergus Brown, Roger A. Pielke i James Annan przesłali artykuł zatytułowany "Czy jest zgoda wśród klimatologów nt. IPCC AR4 WG1?" (ang. Is there agreement amongst climate scientists on the IPCC AR4 WG1?)[44]. Wydawane przez Amerykańską Unię Geofizyczną EOS i Nature Precedings. odmówiły publikacji. Pielke napisał: "z tego doświadcznia jest jasne, że edytorzy EOS and Nature Precedings AGU używają swoich stanowisk, aby zataić dowody, że jest większe zróżnicowanie poglądów na klimat i roli człowieka w przemianach klimatu niż zaprezentowane w ograniczonym raporcie IPCC z 2007"[45].
Środowiska rolnicze wskazują także na liczne pozytywne skutki ewentualnego ocieplenia takie jak możliwość uprawy roślin ciepłolubnych, przedłużenie okresu wegetacji roślin, skrócenie okresu dojrzewania zbóż czy większe plony[46]. Skutki te są przeważnie pomijane w debacie publicznej, która skupia się na podkreślaniu skutków negatywnych.
Kilkadziesiąt organizacji zrzeszających naukowców z różnych specjalizacji opublikowało oświadczenia wyrażające poparcie dla antropogenicznej teorii zmian klimatycznych i wniosków IPCC. Kilka innych organizacji, wliczając Komitet Nauk Geologicznych PAN, wyraziło powściągliwość[47].
Około 31 tys. amerykańskich naukowców z różnych specjalizacji, w większości nie związanych z klimatologią, podpisało apel o odrzucenie Protokołu z Kioto, nazywany Petycją Oregońską.
W 2007 roku Heartland Institute opublikował artykuł zatytułowany "500 naukowców, którzy mają podstawy by wątpić w straszak o globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka"[48]. Do artykułu była dołączona lista pięciuset nazwisk naukowców z różnych specjalizacji zatytułowana jako "Współautorzy".
W kwietniu 2008 dziennikarz Richard Littlemore napisał na swoim blogu, że na liście jest co najmniej 45 naukowców, którzy nie wiedzieli o włączeniu ich jako współautorów artykułu i nie zgodzili się z jego treścią[49]. Na innym blogu zacytowano komentarze 17 naukowców, którzy mieli poprosić Heartland Institute o usunięcie swoich nazwisk z listy[50]. Na przykład Gregory Cutter z Old Dominion University ogłosił:
| „ | Nie mam wątpliwości.. że ostatnie zmiany globalnego klimatu SĄ spowodowane przez człowieka. Nalegam abyście natychmiast usunęli moje nazwisko z listy ponieważ nie dałem wam pozwolenia aby je tam umieścić. | ” |
Jednakże Heartland Institute odmówił usunięcia nazwisk z listy. W oświadczeniu z 5 maja 2008 CEO Instytutu Joseph Bast powiedział, że tytuł listy z 14 września 2007 zmieniono na 500 naukowców, których badania przeciwstawiają się straszakowi o wywołanym przez człowieka globalnym ociepleniu (ang. 500 Scientists Whose Research Contradicts Man-Made Global Warming Scares)[51]. W tym samym oświadczeniu Bast sformułował też zarzuty w stosunku do naukowców, którzy zażądali usunięcia nazwisk:
| „ | Przekroczyli [oni] granicę pomiędzy badaniem naukowym a uprawianiem polityki. Wypożyczają swoją wiarygodność politykom i grupom interesu, które nawołują do wyższych podatków i większej kontroli rządu dla "ocalenia świata" od katastroficznego ocieplenia (...) nieprzypadkowo, aby zwiększyć dotacje na badania klimatu. Wstydzą się - i słusznie - zobaczyć swoje nazwiska na liście naukowców, których recenzowana opublikowana praca sugeruje, że współczesne ocieplenie może być spowodowane naturalnym 1500-letnim cyklem klimatu (...) Wniosek powinien być oczywisty: Nie ma naukowego konsensusu, że globalne ocieplenie to kryzys. | ” |
Naukowcy sprzeciwiający się dominującemu nurtowi naukowej analizy globalnego ocieplenia wyrażają różnorodne opinie dotyczące jego przyczyn. Niektórzy stwierdzają, że nie zostało ustalone, że ludzie są główną przyczyną globalnego ocieplenia (np. Robert Balling, Richard Lindzen i Roy Spencer). Inni przypisują globalne ocieplenie naturalnym wariacjom (np. Willie Soon i Sallie Baliunas), prądom morskim (np. William Gray), zwiększonej aktywności słonecznej (np. Nir Shaviv i Jan Veizer), promieniowaniu kosmicznemu (np. Henrik Svensmark), lub nieznanym czynnikom naturalnym (np. Marcel Leroux).
Atrybucja niedawnej zmiany klimatu omawia jak globalne ocieplenie przypisuje się antropogenicznym gazom cieplarnianym. Sama korelacja CO2 i temperatury nie jest częścią tej atrybucji. Niemniej, jeden z argumentów przeciwko antropogenicznemu globalnemu ociepleniu stwierdza, że wzrost poziomu dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych nie koresponduje z globalnym ociepleniem[52].
Modele klimatu mogą poprawnie symulować temperaturę z przeszłego stulecia tylko z wymuszaniem gazów cieplarnianych, co jest zgodne z wnioskami IPCC, który stwierdził: "wymuszanie gazów cieplarnianych [w znacznej mierze wskutek działań człowieka] najprawdopodobniej spowodowało większość zaobserwowanego globalnego ocieplenia w ostatnich 50 latach"[66].
Istnieją badania twierdzące, że obecny poziom aktywności słonecznej jest historycznie wysoki, z powodu aktywności plam słonecznych i innych czynników. Aktywność słoneczna mogłaby wpłynąć na klimat przez wariację w produkcji promieniowania słonecznego lub, bardziej spekulacyjnie, przez pośredni efekt na stopień zachmurzenia. Solanki wraz ze współpracownikami sugeruje, że aktywność słoneczna ostatnich 60-70 lat jest najwyższa od 8000 lat; Muscheler i inni nie zgadzają się, wskazując, że inne porównywalne poziomy aktywności miały miejsce w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat[67]. Obie grupy naukowców stwierdzają, że wariacje aktywności Słońca nie są dominującym czynnikiem obecnego ocieplenia[68]. Inną kwestią kontrowersji jest korelacja temperatury z wariacją słoneczną[69].
Jednym z nierozstrzygniętych pytań związanych z temperaturą jest czy (a jeśli tak, to kiedy) stopnieje całkowicie lód na Morzu Arktycznym w okresie letnim (obecność lodu w zimie przewidują wszystkie scenariusze). Po rekordowo niskiej zawartości lodu w 2007[70] badacz Arktyki Mark Serreze powiedział "gdybyście zapytali mnie kilka lat temu kiedy Arktyka utraci całkowicie lód, powiedziałbym 2100 lub 2070. Teraz myślę, że 2030 to uzasadniona ocena"[71].
Jednak publikacja w Nature z 2003 podaje, że prognozy modeli komputerowych słabo odwzorowują zaobserwowane zmiany w lodzie Morza Arktycznego[72]:
Roger A. Pielke uważa, że topnienie paku lodowego Morza Arktycznego to skutek ocieplenia regionalnego, a nie globalnego[73]:
Podobne wnioski - dotyczące topnienia lodu na Grenlandii - opublikowane zostały pracy naukowej University of British Columbia z 2010 roku[76].
Kontrowersje dotyczące ochłodzenia się Antarktydy odnoszą się do pytania czy obecne trendy temperatury na Antarktydzie nie są sprzeczne lub podające w wątpliwość teorię globalnego ocieplenia. Obserwacje jednoznacznie pokazują, że Półwysep Antarktyczny się ociepla. W innych miejscach trendy wykazują ocieplenie i ochłodzenie, lecz są niższe i zależne od pory roku i przedziału czasowego[77][78]. Modele klimatu przewidują, że przyszłe trendy na Antarktydzie będą dużo niższe niż na Arktyce[79].
Choć kontrowersja ta istnieje na blogach i w prasie powszechnej, nie ma dowodów, że istnieje ona w środowisku naukowym. Sceptycy, w szczególności Michael Crichton[80], utrzymują, że wyniki badań Doran et al.[81] zaprzeczają globalnemu ociepleniu. Główny autor artykułu Peter Doran stwierdził, że "...nasze wyniki zostały niewłaściwie wykorzystane jako "dowód" przeciwko globalnemu ociepleniu w powieści Chrichtona 'Państwo Strachu'..."[82]. Inni, np. RealClimate zgadzają się, że nie ma sprzeczności[83].
Część naukowców w Polsce bez specjalizacji w badaniu zmian klimatu (np. prof. dr hab. Przemysław Mastalerz, specjalista od chemii organicznej; prof. Zbigniew Jaworowski, lekarz-radiolog) skrytykowało podstawowe wnioski IPCC i naukowców je wspierających. Ich zdaniem, za obserwowany obecnie wzrost temperatury odpowiedzialne są procesy naturalne, które nawiedzają Ziemię cyklicznie od co najmniej tysięcy lat, a apele naukowców głoszących tezę wpływu człowieka na klimat mają na celu wywołanie u ludzi strachu, zapewniającego środki finansowe na badania[84][85]. Prof. Zygmunt Kolenda (AGH, specjalista w zakresie metalurgii) twierdzi z kolei, że współczesne techniki obliczeniowe są daleko niewystarczające do poprawnego przewidywania długoterminowych zmian klimatycznych. Podaje też w wątpliwość merytoryczne kwalifikacje IPCC, jako ciała politycznego, a nie naukowego oraz nie zgadza się z tezą o znacznej przewadze liczebnej naukowców popierających wnioski IPCC[86].
Polscy klimatolodzy są zgodni, że człowiek wpłynął na zmianę klimatu, choć różnią się w tonie wypowiedzi na ten temat. Według prof. Haliny Lorenc z IMiGW[87]: "Na pewno człowiek zawinił również. Natomiast czy aż w takim procencie, o którym się go posądza w tej chwili, ja na przykład byłabym daleka od tego, żeby w stu procentach powiedzieć: tak"[88]. Krzysztof Błażejczyk alarmuje, że "wchodzimy w epokę, w której musimy podejmować próby powstrzymywania niebezpiecznych procesów, których sami jesteśmy źródłem"[89]. Zbigniew Szwejkowski w wywiadzie z 2001 stwierdzał, że "to co winno zaabsorbować naszą uwagę w najbliższej przyszłości gdy chodzi o zmiany klimatu, wiąże się z jego modyfikacjami antropogenicznymi, wywołanymi działalnością człowieka. (...) Klimat zmienia się bowiem pod wpływem czynników związanych z rozwojem cywilizacji, czyli pojawia się efekt uboczny postępu"[90].
Komitet Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk zajmujący się geologią w lutym 2009 opublikował stanowisko wskazujące na znaczną liczbę czynników wpływających na klimat Ziemi, niekompletność danych pomiarowych oraz niedoskonałość modeli, konkludując[47]:
| „ | Dlatego należy bezwzględnie zachować daleko idącą powściągliwość w przypisywaniu człowiekowi wyłącznej, czy choćby tylko dominującej, odpowiedzialności za zwiększoną emisję gazów cieplarnianych, gdyż prawdziwość takiego twierdzenia nie została udowodniona. | ” |
W czerwcu 2009 Komitet Geofizyki PAN zajmujący się badaniami fizyki atmosfery i klimatu opublikował odmienne konkluzje w oświadczeniu Stanowiska w sprawie współczesnej zmiany klimatu[91].
Podobnie, oświadczenie Polskiej Akademii Nauk z 13 grudnia 2007, wyraża poparcie dla apeli IPCC i jako "fakty" określa wzrost stężenia dwutlenku węgla i "innych, szkodliwych gazów generowanych przez działalność człowieka". Oświadczenie stwierdza, że[92]:
| „ | Problem globalnego ocieplenia, zmian klimatu i ich różnorodnego, negatywnego wpływu na życie człowieka i na funkcjonowanie całych społeczeństw jest jednym z najbardziej dramatycznych wyzwań współczesności. | ” |
Każda ze stron kontrowersji zarzuciła drugiej, że dotacje odegrały rolę w zachęceniu uwierzytelniających ekspertów do wypowiedzenia się.
Niektórzy naukowcy sceptycy - Fred Singer, Fred Seitz i Patrick Michaels — są lub związani byli z organizacjami finansowanymi przez ExxonMobil i Philip Morris w celu promocji sceptycyzmu wokół globalnego ocieplenia. Również grupy zatrudniające sceptyków globalnego ocieplenia, takie jak George C. Marshall Institute krytykowano za więzi z koncernami paliwowymi[93].
2 lutego 2007 The Guardian napisał[94][95], że Kenneth Green, przebywający na stażu w konserwatywnym think tanku AEI, rozesłał listy[96] naukowcom w Wielkiej Brytanii i USA, oferując 10 000 USD, koszty podróży i dodatkowe wydatki, w zamian za napisanie esejów "wyróżniających wady i zalety postępowania IPCC", w szczególności odnośnie Czwartego Raportu IPCC.
Krytycy podnieśli furorę kiedy wyszło na jaw, że Intermountain Rural Electric Association (spółdzielnia energetyczna zaciągająca znaczną część elektryczności z fabryk węgla) ofiarowała globalnemu sceptykowi Patrickowi Michaelsowi i jego grupie New Hope Environmental Services 100 000 USD, a także namawiała swoich klientów o dodatkowe donacje[97][98][99].
Union of Concerned Scientists opracowała raport zatytułowany Smoke, Mirrors & Hot Air[100], który krytykuje Exxonmobil za "najbardziej wyrafinowaną i najbardziej udaną kampanię dezinformacyjną od czasów przemysłu tytoniowego" i za "[przesłanie] pomiędzy 1998 a 2005 ok. 16 milionów USD sieci ideologicznych organizacji i grup interesu, które kreują niepewność dotyczącą tego problemu". W 2006 Exxon oświadczył, że nie będzie więcej finansował tych organizacji[101]. Twierdzenie to zostało później zakwestionowane przez Greenpeace[102].
Redaktor naczelny Science Donald Kennedy powiedział, że sceptycy jak Michaels to bardziej lobbyści niż badacze, choć "nie sądzę aby było to bardziej nieetyczne niż większość lobbingu, który jest nieetyczny". Stwierdza, że donacje dla sceptyków "mają za zadanie szerzyć przekaz polityczny"[103].
Sceptycy globalnego ocieplenia uważają z kolei, że dotacje naukowe przyznawane są preferencyjnie zwolennikom teorii zmiany klimatu. Naukowiec atmosferyczny Reid Bryson w lipcu 2007 powiedział, że "w tym jest dużo pieniędzy... Jeśli chcesz być wybitnym naukowcem, musisz mieć wielu absolwentów i wiele dotacji. Nie dostaniesz dotacji o ile nie powiesz 'a, globalne ocieplenie, tak, tak, dwutlenek węgla'"[104]. Podobnie wyrazili się klimatolog Marcel Leroux[105], Roy Spencer z NASA, klimatolog i współpracownik IPCC John Christy, biogeograf z University of London Philip Stott[106] i monitorująca media w USA Accuracy in Media[107].
Prof. meteorologii na MIT Richard Lindzen twierdzi, że "w zimie 1989 Reginald Newell, profesor meteorologii [na MIT], utracił dotację National Science Foundation ze względu na analizy danych, które nie pokazywały ocieplenia netto w ostatnim stuleciu". Lindzen sugeruje również utratę funduszy lub posady wśród czterech naukowców po kwestionowaniu badań związanych z globalnym ociepleniem[108]. Jednak sam Lindzen otrzymywał pieniądze od organizacji energetycznych, np. od OPEC i Western Fuels Association, wliczając "2500 USD dziennie za usługi konsultacyjne"[109], a także dotacje ze źródeł federalnych, m.in. od National Science Foundation, United States Department of Energy i NASA [110].
W 2010 roku Komisja Europejska przeznaczyła ponad 6 miliardów euro na finansowanie projektów służacych m.in. opracowywaniu rozwiązań dla problemu globalnego ocieplenia[111].
| |||||||||||||||||||||||||||