Małżeństwo w Kościele katolickim rozumiane jako wzajemna i publiczna zgoda mężczyzny i kobiety ukierunkowane jest na wzajemne dobro małżonków oraz na prokreację i wychowanie dzieci. Zasadniczymi elementami katolickiego małżeństwa są również jedność i nierozerwalność. Małżeństwo ludzi ochrzczonych podniesione jest do rangi sakramentu.
Spis treści |
Katolicki związek małżeński, to zawarte w wolności i świadomie oblubieńcze nierozerwalne przymierze miłości między mężczyzną i kobietą, na wzór związku Chrystusa-Oblubieńca z Kościołem-Oblubienicą. Małżonkowie, przyjmując się wzajemnie jako dar, tworzą wewnętrzną wspólnotę życia i miłości, ukierunkowaną ku zrodzeniu i wychowaniu potomstwa. Małżeństwo zostało zamierzone przez samego Boga, to znaczy wpisane jest w naturę ludzką - u ochrzczonych podniesione jest do rangi sakramentu (Familiaris Consortio,11-13).
Według W.E. Maya, małżeństwo staje się trwałym fundamentem rodziny, skałą, na której jest ona zbudowana, dzięki czterem elementom: afirmacja osoby, uzdalnianie do miłości, dawanie życia i uświęcanie[1].
Na określenie doktryny katolickiej wobec małżeństwa w okresie Ojców Kościoła największy wpływ wywarła nauka Augustyna.
Myślicielami, którzy tworzyli doktrynę małżeńską Kościoła w średniowieczu byli m.in. Tomasz z Akwinu oraz Hugon od św. Wiktora, którzy rozwijali nauczanie Augustyna z Hippony.
Sobór trydencki obradujący w latach 1545-1563, uporządkował prawo kanoniczne. Obowiązywało ono do wydania kodeksu z 1917 r.. Nowa wersja, w duchu Soboru watykańskiego II, została opracowana na polecenie Jana Pawła II w 1983 r.
Wiele krajów europejskich posiadało instytucje podobne do "małżeństwa z przyzwyczajenia". Kościół katolicki, w odpowiedzi na wyzwanie protestantów, określił swoje stanowisko i potwierdził swoją dotychczasową doktrynę. W 1563 roku podczas Soboru trydenckiego wydano edykt, zgodnie z którym aby małżeństwo Katolików było ważne musiało być zawarte podczas ceremonii kościelnej przed księdzem i dwoma świadkami. W ten sposób praktycznie wyeliminowano małżeństwa zawierane w sekrecie jak i poprzednio powszechne małżeństwa nieformalne – były one, podobnie do rzymskich małżeństw z przyzwyczajenia (per usus), oparte wyłącznie na wzajemnej zgodzie bez formalnej ceremonii zaślubin. Tym samym na mocy uchwały tego soboru małżeństwo stało się po raz pierwszy pełnym sakramentem. Sakrament najpierw celebrowano u kościelnych wrót, a od XVII wieku u samych stóp ołtarza[2].
Prawo kanoniczne z czasów soboru trydenckiego określiło więc warunki powstania ważnego małżeństwa, przeszkody w jego zawarciu, wprowadziło obowiązek ceremonii ślubnej w Kościele. Dokonano w nim rozróżnienia między pierwszorzędnymi celami małżeństwa (prokreacja i wychowanie dzieci) i celami drugorzędnymi takimi jak wzajemna pomoc małżonków.
Nauczanie kolejnych papieży, szczególnie Piusa XI i Piusa XII, wprowadziło nowe elementy, potwierdziło zasadę istnienia głowy rodziny (mężczyzny), kobieta została określona jako "serce" rodziny. Głoszono ideę prawa rodziny w państwie: prawa do zawarcia małżeństwa, założenia rodziny, oczekiwania od państwa stworzenia warunków prawnych i ekonomicznych, umożliwiających rodzinie pełnienie jej funkcji. Rodzina została określona jako autonomiczna wobec państwa. Głoszona była zasada równości małżonków przy istniejącym zróżnicowaniu ról i obowiązków; podstawowa rola kobiety to macierzyństwo, prowadzenie domu, a jej rola zawodowa winna być tak kształtowana, aby nie utrudniała jej podstawowych zadań jako kobiety.
Dalszy rozwój doktryny katolickiej przypada na czasy Soboru Watykańskiego II, który dotychczasowe rozdzielenie pierwszo- i drugorzędnych celów małżeństwa zmienił na współistnienie miłości i prokreacji. Encyklika Pawła VI Humanae vitae pogłębiła katolicką doktrynę i podkreśliła obowiązek korzystania przez małżonków jedynie z biologicznych metod regulacji urodzeń. Sprowokowało to liczne kontrowersje, bowiem wielu katolików uznawało prawo do swobodnego decydowania o wyborze metod sterowania płodnością.
Kościół katolicki w tym okresie podjął refleksję nad znaczeniem pożycia seksualnego w małżeństwie, czego przykładem jest rozwijająca się tzw. teologia ciała, uprawiana przez Karola Wojtyłę najpierw w Krakowie a potem, po wyborze na papieża, w Rzymie[3]. Zaczęto tworzyć ośrodki naukowe w uczelniach katolickich, specjalne instytucje w Kurii Rzymskiej. Rozwijano duszpasterstwo rodzin, objęto narzeczonych programami przygotowania do sakramentu małżeństwa w formie nauk przedślubnych. Dotychczasowa forma przekazu etyki seksualnej, skupionej na promowaniu czystości przez zwalczanie postaw prowadzących do nierządu i rozwiązłości, nie była w stanie stawić czoła nowym sytuacjom oraz rozwojowi wiedzy o człowieku. Po wpływem Soboru Watykańskiego II, określanego jako nowa wiosna Kościoła i powrót do źródeł, teologia życia małżeńskiego znalazła nowy język i nowe podejście, polegające na postrzeganiu miłości małżeńskiej w kontekście powołania chrześcijanina do świętości poprzez relację z Chrystusem w Kościele. Nastąpił powrót do nauczania Ojców Kościoła, wiązano tematykę małżeńską z innymi działami teologii, jak dogmatyka, również zaczęto bardziej korzystać z nauk szczegółowych, by nowo ukazać powiązanie chrześcijan i ich seksualności z Osobą Chrystusa, Duchem Świętym, sakramentami i prawem ewangelicznym. Seksualność ludzką, zaczęto na nowo przedstawiać, w kontekście drogi chrześcijanina do świętości realizowanej poprzez pełny rozwój cnót[4].
Pontyfikat Jana Pawła II i jego liczne nauki, encykliki, książki zaznaczyły się potwierdzeniem tradycyjnej nauki co do niemoralności współżycia przedmałżeńskiego, masturbacji, homoseksualizmu, stosowania sztucznych metod zapobiegania ciąży, przerywania ciąży. Nauczanie papieskie potwierdziło też prawdziwość zasady nierozerwalności małżeństwa oraz podtrzymało celibat duchownych. Jan Paweł II przywrócił więc tradycyjną naukę Kościoła, ale zarazem wzbogacił teologię o nowe akcenty.
Tym niemniej po Soborze Kościół katolicki znalazł się w dużym kryzysie po wpływem środowisk liberalnych, które nie przyjęły oficjalnej katolickiej etyki seksualnej, wyrażonej w encyklice Pawła VI Humanae vitae. Dokument papieski został odrzucony przez wielu wiernych, tak duszpasterzy, jak same małżeństwa - opór dotyczył szczególnie moralnej oceny antykoncepcji, będącej praktycznie wynalazkiem XX. wieku, a także aborcji. Potwierdzają to wyniki badań socjologicznych pokazujące, że katolicy akceptują dość powszechnie współżycie przedmałżeńskie, rozwody, sztuczne zapobieganie ciąży, masturbację, a religijna wizja małżeństwa ma mniejszą siłę oddziaływania niż kiedyś[5][6].
W badaniach Tomasza Szlendaka i Pawła Załęckiego z 2001 roku, przeprowadzonych w Polsce na reprezentatywnej grupie osób w wieku od 19-30 lat, 18,6% ankietowanych wybrała zdanie, że rozwody są czymś normalnym i powinno się ich udzielać w kościele, 63,1% uważało, że rozwody są smutną koniecznością i Kościół katolicki powinien je zaakceptować, 13% respondentów było przekonanych, że rozwody są niedopuszczalne ze względu na dobro członków rodziny a tylko 5,4% ankietowanych uznało rozwody za niedopuszczalne ze względu na normy religijne. Odnośnie konkubinatu – innej istotnej dla Kościoła katolickiego sprawy – 84,5% ankietowanych było zwolennikami konkubinatu (35,6% ankietowanych zadeklarowało bezwarunkowe przyzwolenie dla konkubinatu 40,3% akceptowało konkubinat pod warunkiem, że parę łączy miłość, 8,6% pod warunkiem, że pary nie stać na ślub), 9% nie miała zdania a tylko 6,5% wyraziło bezwarunkowy brak przyzwolenia na konkubinat[7].
W początkach chrześcijaństwa była to jedna z nowych zasad, na których opierać się miało małżeństwo, co dla chrześcijan znajduje uzasadnienie w Nowym Testamencie[8][9]. Nierozerwalność małżeństwa, nakazana w Nowym Testamencie przez Jezusa, była interpretowana przez Kościół jako stan naturalny dla człowieka[10][11][12].Św. Augustyn wyjaśniał różnicę małżeństwa nie-chrześcijan i chrześcijan[13]. W konsekwencji rozwód (legalny w prawodawstwie judaizmu, islamu i u wielu ludów antycznych) potraktowany został przez pierwszych chrześcijan jako grzech[14][15] Według Michela Foucault zakaz rozwodu miał podstawę nie w motywach wiary, lecz w kontekscie ekonomicznym. Mała Palestyna była skrajnie przeludniona. Ponieważ już w prawie mojżeszowym aborcja była zabroniona ze względów moralnych, a wstrzemięźliwości seksualnej jako środka regulującego przyrost naturalny nie udało się szerzej narzucić, wierność małżeńska pozostawała jedyną możliwością ograniczenia liczebności dzieci[16].
Jedyny przypadek, kiedy małżeństwo katolickie może być rozwiązane dotyczy sytuacji tzw. nieskonsumowania związku przez małżeński stosunek seksualny.
Stwierdzenia nieważności nie należy mylić z rozwodem, gdyż jest ono uznaniem, że dany związek był z jakiegoś powodu zawarty nieważnie, czyli w ogóle nie zaistniał. Zgodnie z prawem kanonicznym jest tak np. w przypadku zawarcia małżeństwa bez wyrażenia zgody w wolności, nierozumienie istoty sakramentu małżeństwa przez choćby jedno z narzeczonych (patrz: Nieważność małżeństwa).
Kościół katolicki uznaje jedynie małżeństwa monogamiczne, gdyż takim je uczynił Bóg w akcie stworzenia pierwszej pary małżeńskiej Adama i Ewy. Rozumie się przez to wszystkie trzy współcześnie wymieniane wymiary monogamii: społeczną, seksualną i genetyczną.
Doktryna katolicka stanowi, że małżeństwo chrześcijańskie ma być monogamiczne ze względów duchowych: sam Pan, który czyni stare nowym (por. Kor 5,17), już nie zgadza się na wielożeństwo[17]. Także ponowne małżeństwo osób owdowiałych, chociaż dozwolone, ma mniejszą wartość niż pozostanie samotnym ze względu na życie duchowe[18].
Karlheinz Deschner[19] za niemieckim teologiem Korbinianem Ritzerem[20] przytacza opinię, że monogamia została przejęta od pogan. monogamię praktykowana była w starożytności między innymi w Egipcie, Babilonii, Grecji i Rzymie.
Monogamiczność małżeństwa, przywrócona przez Jezusa, była w Kościele od początku interpretowana jako naturalna dla człowieka. Już autor Listu do Diogneta z II w. pisał, że chrześcijanie żenią się jak wszyscy, ale nie dzielą z nikim łoża małżeńskiego:
6. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. |
Ukazywał ja jako rzeczywistość bezwzględnie przestrzeganą w Kościele św. Justyn (ok. 100-ok. 165). Nauczał on, że grzech niewierności zaczyna się w sercu, zgodnie ze słowami Mistrza. Grzesznikami są więc nie tylko ci, którzy według prawa ludzkiego zawierają drugie małżeństwo, ale również ci, którzy pożądliwie patrzą na kobietę[22]. Orygenes (186-254) zaliczał do grupy chrześcijan nieoświeconych wewnętrznie nie tylko osoby wstępujące w nowy związek po rozwodzie, ale także te osoby, które zostawszy wdowami lub wdowcami nie potrafiły żyć w ewangelicznej powściągliwości i wstępowały ponownie w związek małżeński. Według Aleksandryjczyka drugi związek nie jest bowiem zgodny z naturą Adama, pierwszego człowieka. Nie mógłby on powiedzieć o drugiej żonie: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! (Rdz 2,23). Również Abraham i Jakub, mimo iż mieli więcej żon, do grobu złożeni zostali jedynie z pierwszymi żonami[11].
Monogamiczność związku małżeńskiego była dla chrześcijan też konsekwencją tego, że małżeństwo ochrzczonych jest sakramentem, czyli znakiem łaski i miłości Bożej obecnej w związku Chrystusa i Kościoła. Jak miłość między Zbawicielem i odkupionymi ludźmi zgromadzonymi we wspólnocie Kościoła jest wyłączna, tak wyłączna jest sakramentalna miłość męża, znaku Chrystusa, i żony, znaku Kościoła. Augustyn z Hippony (354-430) pisał, że Co jest wielką tajemnicą (sacramentum) w Chrystusie i Kościele, to w każdym poszczególnym mężu i żonie jest skromną tajemnicą (sacramentum minimum) nierozerwalnego związku[23]. Podobnie nauczał św. Jan Chryzostom (350-407)[24].
W Kościele katolickim (i Kościele prawosławnym) jedynie monogamiczny związek małżeński może posiadać charakter sakramentu. Wszelkie inne niż tego rodzaju związki są w świetle Ewangelii i prawa kościelnego niegodziwe i grzeszne (por. Mk 10, 6-9; Łk 16, 18). Respektowanie zasad monogamii w praktyce życia wymaga od chrześcijan odpowiedniej kultury sumienia i woli[25].
Tradycyjnie przyjmowane są dwa znaczenia monogamii: jedna odnosi się do małżeństwa ludzkiego, gdzie klasyczną definicją człowieka, zwłaszcza w filozofii nurtu arystotelizmu oraz tomizmu, jest określenie zwierzę rozumne /(łac.) animal rationale/ czyli osoba[26]. W drugim znaczeniu monogamia odnoszona jest do związków między zwierzętami.
Monogamię ludzką można rozumieć w dwóch aspektach:
Monogamią, w rozumieniu ludzkiego małżeństwa zajmują się nauki humanistyczne, które przyjmują jako zasadę to, że podstawowe zdolności i właściwości kojarzone z osobą ludzką zdecydowanie wyróżniają człowieka spośród reszty świata zwierzęcego. Karol Wojtyła w swojej książce Miłość i odpowiedzialność postulował, że monogamia, jako instytucjonalny związek dwóch osób żywiących miłość do siebie wzajemnie, jest wcieleniem etycznej normy personalistycznej. Norma ta wymaga traktowanie osoby w sposób odpowiedni do ludzkiej natury współmałżonka. Tylko małżeństwo monogamiczne może zapewnić odpowiedni kontekst dla jej wypełnienia - tzn. umożliwić prawdziwie ludzką miłość miedzy osobami[28].
Aspektami prawnymi ludzkiego małżeństwa monogamicznego zajmują się nauki prawne. Są także aspekty filozoficzne, będące polem badań np. dla antropologii filozoficznej i filozofii religii, jak również religioznawcze i teologiczne.
Drugie znaczenie monogamii, odnoszące się do zwierząt nie-rozumnych, jest polem badań dla zoologii[27] i pokrewnych jej dyscyplin.
Istnieje współcześnie nurt uczonych skupionych wokół badań z zakresu biologii ewolucyjnej. Uczeni ci przyjmują, że istota ludzka jest wyłącznie rezultatem procesów ewolucyjnych materii i podchodzą do monogamii ludzkiej jako do zasadniczo nieróżniącej się od jakiejkolwiek innej zwierzęcej monogamii, np. innych ssaków naczelnych, czy ptaków[29].
Doktryna katolicka zabrania zawierania małżeństw pomiędzy krewnymi. Początkowo Kościół zabraniał zawierania małżeństw tylko do czwartego stopnia pokrewieństwa po mieczu według rzymskiego systemu obliczeń. Najbardziej surowe zakazy panowały w X-XII w., kiedy to istniał zakaz zawierania małżeństw do siódmego stopnia według rachuby germańskiej, odpowiadającej mniej więcej czternastemu stopniowi rachuby rzymskiej. W 1215 r. Sobór laterański IV ograniczył do czwartego stopnia przeszkody wynikające z prawowitego pokrewieństwa i powinowactwa, a wynikające z powinowactwa nieprawego – do stopnia drugiego[30][31][32].
Według seksuologa, Kazimierza Imielińskiego, stworzenie nowej koncepcji małżeństwa przez Chrystusa dostarczyło późniejszej teologii chrześcijańskiej wielu trudnych do rozwiązania zagadnień[33][34]. Jeśli bowiem małżeństwo było związkiem mężczyzny i kobiety nie polegającym wyłącznie na prokreacji, lecz mającym głębszy wymiar psychologiczno-moralny, pojawiło się pytanie o poza prokreacyjne funkcje współżycia seksualnego małżonków oraz o poza małżeńskie stosunki seksualne, tzn. jak w świetle katolickiej etyki seksualnej ocenić np. seks przedmałżeński. Według Imielińskiego nauka Chrystusa nie daje odpowiedzi na te pytania, a więc zagadnienie to musieli opracować sami teologowie[33][34].
Wypowiedzi Magisterium Kościoła zawartych w wielu dokumentach, które przypominają obietnicę Chrystusa na temat pomocy Ducha Świętego (por. J 14,26)[35], zgodnie z samym nauczaniem Jezusa, pożycie seksualne jest wyrazem jedności kobiety i mężczyzny połączonych sakramentem małżeństwa. Nauczanie to głosi, że tylko w małżeństwie zjednoczenie płciowe mężczyzny i kobiety osiąga swą prawdę i doskonałość, w postaci wzajemnego całkowitego daru, który ma charakterze w pełni ludzki, tzn. duchowo-cielesny, wierny i płodny[36].
Klemens Aleksandryjski (155-212 broniąc godziwości poczynania dzieci, jednocześnie ukazuje świętość samego pożycia seksualnego w małżeństwie, jeśli jest dokonywane w czystości.
Klemens nauczał też, że w czasach Starego Testamentu okoliczności wymagały, by Izrael wzrastał liczebnie, trzeba było się rozmnażać i rozrastać ilościwo. W czasach nowotestamentowych już nie ma wprawdzie takiej konieczności, jednak rodzenie dzieci w dalszym ciągu jest racją zawierania małżeństwa przez chrześcijan.
F. Drączkowski, patrolog, na przykładzie pism Klemensa Aleksandryjskiego wykazywał, że ortodoksyjne chrześcijaństwo, w odróżnieniu od sekst gnostyckich, jak uczniowie Saturnina, Ofici czy Setianie, nigdy nie było wrogie seksualności, przeciwnie broniło świętości tej sfery. Klemens Aleksandryjski pisał m.in. że zjednoczenie, "wspólnota" małżeńska jest uświęcona przez Boga. Ci zaś, którzy są przekonani, że pożycie małżeńskie jest nieczyste a sami zostali zrodzeni z małżeństwa, przeczą sami sobie[37].
Chrześcijańska moralność ma na celu utrwalenie małżeństwa i rodziny oraz uduchowienie przeżyć cielesnych. Od początku powstawały traktaty uzasadniające wyższość dziewictwa i ascezy seksualnej nad małżeństwem[38][39]. Wskazywano m.in. na takie trudności życia małżeńskiego, jak panowanie ze strony męża czy bóle porodu, będące skutkami grzechu pierworodnego od których dziewice są wolne. Powoływano się przy tym na fragment wypowiedzi Jezusa, w której stwierdził on, że Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić (Łk 20,34-35)[40][38][41].
W IV w. przeciw powszechnemu nauczaniu Ojców Kościoła o dziewictwie wystąpiło kilku teologów, wśród nich Jowinian, Helwidiusz i Bonosus. Sprzeciwiali się oni nadawaniu małżeństwu niższej wartości duchowej niż dziewictwo, uważali też, że sama Matka Jezusa nie pozostała dziewicą i miała później z Józefem inne dzieci[42].. Pogląd ten uznano za niezgodny z wiarą chrześcijańską czyli herezję, co potwierdził później m.in. Sobór Trydencki (sesja 24, kan. 10) oraz Pius XII w encyklice Sacra Virginitas[43].
W czasach humanistycznego Odrodzenia dochodziło czasem do odrywania przeżyć duchowych od cielesności. Według S. Pinckaersa OP był to przede wszystkim wpływ Kartezjusza, który określając człowieka jako podmiot myślący w słynnej formule myślę więc jestem /(łac.) cogito ergo sum/, uznał ciało za rodzaj "maszyny", coś zewnętrznego wobec osoby ludzkiej. Skutkiem szerzenia się tej dualistycznej, humanistycznej koncepcji miłości w Kościele, przeciwstawiano nieraz miłość do Boga erotycznym pragnieniom ziemskim, w duchu źle pojętej czystości seksualnej[44]. W duchu humanizmu na małżeństwo czasem patrzono jako na rzeczywistość doczesną, podczas gdy dziewictwo było kosztowaniem już na ziemi przyszłego świata, który miał się rozpocząć wraz ze zmartwychwstaniem.