| Ten artykuł należy dopracować zgodnie z zaleceniami edycyjnymi: napisać artykuł w sposób neutralny, połączyć pojedyncze wiersze tekstu w akapity. Dokładniejsze informacje o tym, co należy poprawić, być może znajdują się na stronie dyskusji tego artykułu. Po wyeliminowaniu niedoskonałości prosimy usunąć szablon {{Dopracować}} z kodu tego artykułu. |
Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej – obóz dla więźniów politycznych, działający w latach 1934–1939 w Berezie Kartuskiej, w dawnym województwie poleskim.
Spis treści |
Utworzony został 12 lipca 1934 w Berezie Kartuskiej na mocy rozporządzenia z mocą ustawy prezydenta Ignacego Mościckiego z dnia 17 czerwca 1934 r. w sprawie osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu[1]. Pomysłodawcą utworzenia obozu był premier Leon Kozłowski, a jego pomysł zaakceptował Józef Piłsudski. Rozporządzenie zezwalało na utworzenie wielu takich miejsc odosobnienia, ale utworzono tylko jedno – w Berezie[potrzebne źródło]. Obóz mieścił się w budynku dawnych carskich koszar[2].
Obiekt ten nosił oficjalną nazwę "Miejsce Odosobnienia" i był przeznaczony dla osób, "których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju, lub porządku publicznego". Określano go jako "nieprzeznaczony dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw".
Bezpośrednim impulsem, który skłonił Józefa Piłsudskiego do podjęcia decyzji o utworzeniu obozu, było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego dokonane przez Hryhorija Maciejkę, działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).
Osadzano w obozie na podstawie decyzji administracyjnej bez prawa apelacji na okres 3 miesięcy. Osadzenie mogło być przedłużone na kolejne 3 miesiące (znane są przypadki osadzenia trwającego rok). Oprócz podejrzanych o działalność wywrotową i przeciwników politycznych sanacji więziono w nim także przestępców gospodarczych lub podejrzanych o takie przestępstwa, pospolitych przestępców – zwłaszcza recydywistów, a w końcowej fazie istnienia – podejrzewanych o dywersję i szpiegostwo na rzecz III Rzeszy.
Więzienie w Berezie Kartuskiej organizowali: dyrektor Departamentu Politycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Wacław Żyborski oraz naczelnik Wydziału Narodowościowego w tymże departamencie płk Leon Jarosławski. Nadzór nad nim ze względu na właściwość terytorialną sprawował wojewoda poleski płk Wacław Kostek-Biernacki, często utożsamiany z jego komendantem. Faktycznie byli nim inspektorzy policji Bolesław (niekiedy podawane jest imię Jan) Greffner z Poznania (do grudnia 1934), a po nim Józef Kamala-Kurhański.
Jednym z celów obozu było złamanie psychiczne osadzonych, aby już nigdy nie sprzeciwiali się władzom państwowym. Zakładano, że wystarczy na to 3 miesiące, ale opornym można było przedłużyć pobyt. W obozie oprócz tortur psychicznych znęcano się fizycznie nad osadzonymi[potrzebne źródło]. Zdaniem P. Siekanowskiego obóz był wzorowany na obozach niemieckich i obozach sowieckich[3].
Obóz zaczął funkcjonować 6 lipca 1934 r. Dnia tego przyjęto pierwszych pięciu więźniów: o godz. 20 przywieziono dwóch endeków z Krakowa, a o godz. 21 trzech komunistów z Nowogródka. Pierwszymi osadzonymi działaczami ONR byli: Zygmunt Dziarmaga, Władysław Chackiewicz, Jan Jodzewicz, Edward Kemnitz, Bolesław Piasecki, Mieczysław Prószyński, Henryk Rossman, Włodzimierz Sznarbachowski i Bolesław Świderski.
Wśród około 16 tysięcy osób[4], które przewinęły się przez obóz w Berezie Kartuskiej, znajdowali się nie tylko działacze nielegalnych lub zdelegalizowanych przez rządy sanacyjne Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Komunistycznej Partii Polski (KPP), Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR), ale także ludzie związani ze Stronnictwem Ludowym (SL) i Polską Partią Socjalistyczną (PPS). Przetrzymywany tam był m.in. przez kilkanaście dni publicysta Stanisław Mackiewicz, który został tam osadzony za krytykę polityki zagranicznej państwa.
Obóz funkcjonował do momentu opuszczenia terenów województwa poleskiego przez organy władzy II Rzeczypospolitej, po zajęciu tych obszarów przez Związek Radziecki w 1939, więźniowie zostali wypuszczeni przez Armię Czerwoną.
Liczebność jednorazowo osadzonych w Berezie wahała się od 100 do ponad 600. Numery, które otrzymywali przybyli w 1939, zbliżały się do 3000. W 1936 było 369 osadzonych, w tym 342 komunistów. W całym okresie istnienia Berezy można się doliczyć 71 narodowców. Żydów wysyłano do Berezy przede wszystkim za nadużycia finansowe, w tym za niepłacenie podatków. W ostatnim okresie wysyłano tam też Niemców.
Do Berezy trafiali ci, których z braku dowodów winy nie można było postawić przed sądem. Groźba wysłania do Berezy była też formą wymuszania zachowań korzystnych dla władz.
Przybywający, po wstępnych formalnościach, w czasie których obrzucano ich wyzwiskami, kierowani byli do izby przejściowej na kwarantannę, która trwała 3 dni. Izba przejściowa była nieumeblowana, okna do połowy były zabite dyktą, a górne były otwarte, przez co w zimie panowała tam zawsze temperatura poniżej zera. Podłoga była betonowa.[potrzebne źródło]
Przez cały dzień więźniowie musieli stać zwróceni twarzami do ściany. W nocy mogli położyć się bez przykrycia na betonowej podłodze, jednak co pół godziny policjant budził osadzonych, każąc im wstawać, stawać pod ścianą w szeregu, odliczać, biegać, padać, skakać. Po tym więźniowie mogli znowu położyć się na pół godziny. Jakiekolwiek uchybienie w postawie, które dowolnie oceniał policjant, powodowało natychmiastowe bicie pałką. Zresztą w izbie tej bito więźniów stale bez jakiegokolwiek powodu oraz masakrowano ich do krwi.[potrzebne źródło]
Gimnastykę prowadzili policjanci lub „instruktorzy" rekrutujący się z więźniów kryminalnych. Chcąc się zasłużyć, byli często okrutniejsi niż policjanci. Była ona jednym z największych udręczeń zarówno ze względu na długotrwałość (siedem godzin dla tych, których nie kierowano do pracy, i brak przerw), jak i prowadzenie jej systemem karnych ćwiczeń wojskowych, stosując ciągle komendy »padnij«, »czołgaj się«, urządzając całe godziny biegów itd. Celem tych ćwiczeń było osiągnięcie największego zmęczenia więźnia.[potrzebne źródło]
Spośród »ćwiczących« wybierano specjalną grupę, ironicznie nazywaną "podchorążówką". Kierowano do niej opornych (tj. tych, których policjanci uznali za opornych) i nowo przybyłych. Grupa ta ćwiczyła albo na sali służącej w lecie za pracownię betoniarską (każde poruszenie podnosiło z podłogi tumany betonowego kurzu leżącego grubą warstwą do 5 cm i powodowało duże trudności w oddychaniu) lub za rogiem bloku mieszkalnego, w miejscu, gdzie z ustępów wypływała uryna, rozlewając się w wielkie kałuże. W dniach odwilży ćwiczono tam czołganie się.[potrzebne źródło]
Więźniowie musieli poruszać się biegiem. Nie wolno im było ze sobą rozmawiać. Policjanci zwracali się do nich per „skurwysynu", „kurwa mać", „świńskie ścierwo". Palenie było zabronione.[potrzebne źródło]
Torturą było nawet wypróżnianie się. Tę czynność fizjologiczną można było załatwić tylko raz na dobę, rano – 20 ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić i zapiąć w ciągu kilkunastu sekund, co było oczywiście czasem niewystarczającym, wobec czego ludzie stale chodzili niewypróżnieni, co było dolegliwe szczególnie przy kilkugodzinnej gimnastyce.[potrzebne źródło]
Do prac należało czyszczenie ustępów dokonywane małą szmatką, a więc w praktyce gołymi rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem.[potrzebne źródło]
Za najbardziej uciążliwą pracę uznawano pompowanie wody, które odbywało się przy użyciu kieratu. Orczyki były tak przymocowane, że więźniowie musieli pracować w głębokim pochyleniu. Kazano wykonywać również prace całkowicie bezsensowne jak kopanie i zasypywanie rowów, przenoszenie ciężkich kamieni z miejsca na miejsce.
Za uchybienia w pracy więźniowie dostawali chłostę od 5 do 50 uderzeń w twarz[3].
W nocy przeprowadzano rewizje, w czasie których wszyscy więźniowie musieli się rozebrać do naga i przejść przez korytarz biegiem do jednej z sal. W czasie przechodzenia byli bici pałkami.[potrzebne źródło]
Pobudka była o 4 rano, pół godziny później śniadanie (niesłodzona kawa zbożowa lub żur i 400 gramów czarnego chleba na cały dzień). O 6.30 rozpoczynała się "praca" lub "gimnastyka", które trwały do godziny 11.
Obiad podawano o 12, składał się z gorącego płynu bez tłuszczu i porcji ziemniaków.
Po obiedzie kontynuowano zajęcia.
Kolację podawano o godzinie 17 i składała się z niesłodzonej kawy zbożowej lub żuru. Przygotowania do snu zarządzano o 18.30.
Racje żywnościowe były niewystarczające, więźniowie Berezy pozostawali głodni, a nie zezwalano na paczki od rodzin.[potrzebne źródło]
Osadzeni przebywali w obozie we własnych ubraniach, które bardzo szybko niszczyły się, i z braku możliwości prania i czyszczenia okropnie śmierdziały, powodując dodatkowy dyskomfort.[potrzebne źródło]
Więźniowie cierpieli przede wszystkim na zapalenie stawów i przewlekłe zapalenia.
Zdaniem P. Siekanowskiego zwolnieni z Berezy musieli potępiać dotychczasową przeszłość polityczną i nie mogli opowiadać nikomu ani opisywać o sytuacji panującej wewnątrz obozu pod karą ponownego zesłania. Po wyjściu z Obozu wielu więźniów doznało dożywotniego uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym m.in. zapalenie stawów i inne przewlekle zapalenia, schizofrenię czy depresję[6]. Autor ten w swojej pracy podkreśla, że kryminaliści, którzy byli uprzywilejowani, twierdzili, że woleliby rok spędzić w ciężkim więzieniu niż dzień w Berezie[7].
Według różnych szacunków przez 5 lat działalności Berezy kartuskiej zanotowano od 4 do 20 przypadków śmierci. Norman Davies podaje w swojej książce dotyczącej historii Polski pt. "Boże igrzysko" liczbę 17 ofiar śmiertelnych.[9] Agnieszka Knyt z ogólnej liczby 3 tysięcy więźniów uwiezionych w Berezie do końca sierpnia 1939 podaje 13 zgonów.[10] Natomiast ukraiński historyk Viktor Idzio, podaje liczbę aż 300 ofiar,[11], przy czym pisząc o tych wydarzeniach postuluje, że w dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce odbywały się "czystki etniczne" na ludności ukraińskiej.
Już wkrótce po powstaniu był nazywany obozem koncentracyjnym, a po wojnie jego istnienie było wykorzystywane w celach propagandowych przez komunistów, by wykazać, że przedwojenne rządy sanacyjne były "reżimem faszystowskim"[12]. Kilka teraźniejszych, nie-komunistycznych, źródeł uznaje obóz w Berezie za obóz koncentracyjny m.in. profesor Timothy Snyder z Yale University, Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych czy polski noblista Czesław Miłosz[13][14][15]. Polsko-brytyjski historyk Tadeusz Piotrowski z University of New Hampshire także nazywa Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej obozem koncentracyjnym, zastrzegając jednak, iż tworzenie podobnych obozów było normą w tamtych czasach, za przykład podając obozy założone przez Amerykanów dla Japończyków podczas II Wojny Światowej czy przez Kanadyjczyków dla Ukraińców podczas I Wojny Światowej[16].
| ||||||||||||||||||||||||||||||