| Tadeusz Marian Kotarbiński | |
| Data i miejsce urodzenia | 31 marca 1886 Warszawa |
| Data i miejsce śmierci | 3 października 1981 Anin |
| Miejsce spoczynku | Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie |
| Tytuł | profesor |
| Rodzice | Miłosz Kotarbiński i Ewa Koskowska |
| Małżeństwo | 1. Wanda Baum 2.Janina Kotarbińska |
| Odznaczenia | |
Tadeusz Marian Kotarbiński (ur. 31 marca 1886 w Warszawie, zm. 3 października 1981 w Aninie) – polski filozof, logik i etyk, twórca etyki niezależnej, przedstawiciel szkoły lwowsko-warszawskiej, nauczyciel i pedagog, członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1929–1951), prezes (1946–1966) i członek honorowy Łódzkiego Towarzystwa Naukowego, członek honorowy Towarzystwa Naukowego Płockiego, przewodniczący Towarzystwa Kultury Moralnej (1946), przewodniczący Polskiego Towarzystwa Filozoficznego (1927–1975), członek Polskiej Akademii Umiejętności (1946–1951), członek rzeczywisty (1953) i prezes (1957–1962) Polskiej Akademii Nauk, członek Towarzystwa Wiedzy Powszechnej (1956), przewodniczący Rady Naukowej Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa (1957–1968), wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (1958–1968), przewodniczący Międzynarodowego Instytutu Filozoficznego (1960–1963).
Spis treści |
Syn Miłosza Kotarbińskiego – malarza i Ewy Koskowskiej – pianistki. Absolwent Gimnazjum gen. Pawła Chrzanowskiego w Warszawie (1906)[1]. Studiował filozofię na uniwersytecie we Lwowie pod kierunkiem Kazimierza Twardowskiego. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, rektor Uniwersytetu Łódzkiego (1945–1949), prezes Polskiej Akademii Nauk w latach 1957–1962.
Członek wielu towarzystw naukowych, polskich i zagranicznych, m.in. członek zagraniczny: Akademii Brytyjskiej, francuskiej Académie de Philosophie de Sciences, Akademii Nauk ZSRR, Bułgarskiej Akademii Nauk, Mongolskiej Akademii Nauk, Serbskiej Akademii Nauk, Fińskiego Towarzystwa Naukowego oraz przewodniczący Polskiego Towarzystwa Filozoficznego i prezes Institut International de Philosophie).
Odznaczony m.in. Orderem Budowniczych Polski Ludowej (1959) oraz Krzyżem Wielkim (1962), Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą (1954)[2] i Krzyżem Oficerskim (1946) Orderu Odrodzenia Polski. W 1965 otrzymał Komandorię francuskiej Legii Honorowej. W latach 1958–1968 wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu. W 1972 otrzymał nagrodę państwową I stopnia[3], a w 1979 nagrodę państwową specjalną.
Twórca reizmu – materialistycznej (przy czym termin fizykalizm uznaje się tu czasem za bardziej precyzyjny) koncepcji filozoficznej, pionier i współtwórca ogólnej teorii sprawnego działania, zwanej prakseologią, autor etycznej koncepcji opiekuna spolegliwego. Kotarbiński jest jednym z najbardziej znanych polskich filozofów analitycznych. Międzynarodową pozycję zawdzięcza swoim oryginalnym koncepcjom: systemowi filozoficznemu zwanemu konkretyzmem – rodzajowi materialistycznego monizmu mającemu swoje źródła w semantycznych analizach pojęć filozoficznych; i prakseologii – nowej dziedzinie nauki będącej teorią sprawnego działania. Dodatkowo, w Polsce, rozgłos uzyskał dzięki oryginalnej kontynuacji Twardowskiego zasad ścisłego myślenia oraz aktywnej działalności społecznej i wrażliwości na wszelkie przejawy społecznej niesprawiedliwości. Był on filozofem na starożytną modłę, z jednej strony tworzył i propagował teorie filozoficzne, z drugiej był przykładem godziwego życia.
Filozofię pojmował kolektywnie, jako zbiór dyscyplin obejmujący: historię filozofii, psychologię, estetykę, etykę, metafizykę, teorię poznania, logikę i metodologię nauk, jak również rozmaite filozofie szczegółowe (np. poszczególnych nauk, państwa, prawa, religii). Początkowo występuje on przeciwko stosowaniu terminów „filozofia” i „filozoficzny”. Racje po temu były następujące. Terminy te są wieloznaczne; nie istnieje jedna filozofia, o czym pouczają nas dzieje filozofii; w filozofii, tak jak w naukach szczegółowych, niezbędna jest specjalizacja, pociągająca za sobą fakt, że gdy ktoś rzetelnie zajmuje się np. teorią poznania, brak czasu uniemożliwia mu, równie rzetelne, zajmowanie się, innymi dyscyplinami filozoficznymi. Jeśli ktoś chce zajmować się wszystkimi dyscyplinami filozoficznymi naraża się na zarzut niekompetencji. Ponadto, poszczególnym dyscyplinom filozoficznym bliżej do rozmaitych nauk szczegółowych niż do siebie samych. Psychologii, przykładowo, bliżej do biologii niż do jakiejkolwiek dyscypliny filozoficznej, podobnie sprawy mają się z logiką, której bliżej do matematyki, czy etyce, której bliżej do socjologii czy teorii prawa[4].
Postulował zatem Kotarbiński by mówić o logice, etyce, estetyce, teorii poznania itd. zamiast o filozofii. Projekt ten nie przyjął się i, z biegiem czasu, sam Kotarbiński, przestał przy nim obstawać, traktując filozofię jako konglomerat dyscyplin, z rozmaitymi koncepcjami filozofii. Tych ostatnich wyróżnił cztery: filozofię jako pogląd na świat, filozofię jako konstrukcję ideału, filozofię jako drogę do samopoznania i filozofię jako krytykę wiedzy. Najbliższe było mu to ostatnie podejście, nastawione na logikę i teorię poznania. Mimo skłonności w stronę logiki, nigdy nie zakładał stworzenia filozoficznego systemu o takim samym stopniu ścisłości jak systemy formalno-logiczne.
Postulat jasnego myślenia wraz z pochwałą zdrowego rozsądku, oto przewodnie idee jego filozofowania. Nie była dla Kotarbińskiego filozofia dziedziną pseudoproblemów, z dezaprobatą odnosił się jedynie do większości rozwiązań proponowanych przez rozmaite teorie filozoficzne. Swoją działalność filozoficzną rozpoczyna od, wprowadzonego w czyn, postulatu wyjaśniania znaczeń terminów używanych w filozofii. Główne bowiem usterki – pisał – a zarazem przyczyny przewlekłych sporów, np. w teorii poznania, ontologii, ogólnej teorii wartości itd., nie polegają na defektach obserwacji czy eksperymentu ani na stosowaniu wadliwych form wnioskowania, lecz sprowadzają się przede wszystkim do praktyki myślenia – a przeto i mówienia – w sposób mętny. Do końca życia pozostaje wierny postulatowi odróżniania poprawnie postawionych problemów filozoficznych, od filozofowania nieodpowiedzialnego.
Początkowo chciał jedynie uprawiać filozofię jako program intelektualnej reformy niepoprawnego myślenia o poważnych problemach. Z tych drobiazgowych analiz z biegiem czasu wyłoniła się doktryna, która przekształciła się w filozoficzny system, pierwotnie nazwany reizmem (łac. res – rzecz), następnie realizmem radykalnym, pansomatyzmem (gr. soma – ciało, pansomatyzm – każdy przedmiot jest ciałem) i konkretyzmem (uznanie istnienia wyłącznie przedmiotów indywidualnych, konkretów). Jest to koncepcja zarówno semantyczna, (dotycząca języka) jak i ontologiczna, (dotycząca tego, co istnieje). Jej podstawowym celem było uwalnianie filozofii (ale i innych dyscyplin naukowych) od nazw pozornych, czyэ. Najogólniej rzecz biorąc reizm to teoria ontologiczna sprzeciwiająca się istnieniu jakichkolwiek przedmiotów ogólnych – istnieją tylko rzeczy. Ujmując to od strony semantycznej, wyrażenia, które nie odnoszą się do konkretnych przedmiotów nie są nazwami, lecz pseudonazwami, lub nazwami pozornymi czy onomatoidami.
Faza pierwsza – swój redukcjonizm rozpoczyna Kotarbiński od wątpliwości w odniesieniu do cech. Mówi się, że cechy przysługują rzeczom. Co znaczy to sformułowanie? Weźmy za przykład zdania: (a) „Białość jest cechą śniegu” czy (b) „Wspaniałomyślność jest cechą ludzi szlachetnych”. Co faktycznie mówimy wygłaszając te twierdzenia? Czy stwierdzamy zachodzenie określonego stosunku pomiędzy przedmiotami: białością i śniegiem oraz wspaniałomyślnością i ludźmi szlachetnymi? Czy też może sprawy mają się inaczej, jest to li tylko przenośny, skrótowo-zastępczy sposób mówienia? Kotarbiński odpowiada, że zastępczo wyrażamy w ten sposób (a i b) twierdzenia: (a¹) „Śnieg jest biały” i (b²) „Ludzie szlachetni są wspaniałomyślni”. Mówienie o cechach okazuje się zatem przenośnym mówieniem o rzeczach.
Wypowiadamy zdania (a i b) gramatycznie poprawne, lecz wyrażenia stojące w podmiotach tych zdań są szczególnego rodzaju, są to rzeczowniki utworzone z przymiotników. Pojawia się pytanie, czy z faktu, że możemy tworzyć takie abstrakcyjne rzeczowniki z przymiotników, wnioskować możemy, że istnieją takie przedmioty jak białość czy wspaniałomyślność? Czy nazwy owych cech oznaczają realnie istniejące przedmioty? Rola tych nazw sprowadza się jedynie do występowania w wypowiedziach zastępczych, możemy je zastąpić zdaniami typu a¹ oraz b¹ i bez uszczerbku dla świata można z nich zrezygnować. Jest to pierwsza faza budowania przez niego systemu, z biegiem czasu nazwana pierwszą fazą konkretyzmu.
Faza druga to pytanie o ontologiczny status stosunków (relacji), stanów rzeczy (faktów statycznych) i zdarzeń (faktów kinetycznych). Przyjrzyjmy się następującym zdaniom: (c) „Jan pozostaje względem Piotra w stosunku starszeństwa”, (d) „W pudełku znajdują się kredki” (e) „Jan odbył podróż z Warszawy do Krakowa”. Przy ich pomocy, w formie zastępczej, wyrażamy: (c¹) „Jan jest starszy od Piotra”, pozbywając się tym samym nazwy relacji, a tym samym (domniemanego) istnienia pewnego (domniemanego) przedmiotu; (d¹) znajdowanie się kredek w pudełku, czyli stan rzeczy, jest to jednak tylko bardziej zawiła forma powiedzenia „W pudełku są kredki”, w którym pozbywamy się nazwy stanu rzeczy, czyli (domniemanego) istnienia pewnego (domniemanego) przedmiotu; oraz (e¹) „Jan przyjechał z Warszawy do Krakowa”, gdzie udało się pozbyć nazwy faktu (zdarzenia) a tym samym (domniemanego) istnienia pewnego (domniemanego) przedmiotu.
W związku z powyższymi ustaleniami, fundamentalną tezę reizmu wyrazić można w następujący sposób: jedynie nazwy rzeczy występować mogą jako podmioty lub orzeczniki w zdaniach o strukturze podmiotowo-orzecznikowej, w których łącznik „jest” występuje w swoim podstawowym (egzystencjalnym) znaczeniu. Mimo tego, że możemy tworzyć takie abstrakcyjne rzeczowniki z przymiotników (przykłady a, b, c), oraz używać nazw stanów rzeczy czy zdarzeń (przykłady d, e) nie istnieją powody dla których powinniśmy traktować je na równi z rzeczownikami mającymi odniesienia (desygnaty) i będącymi autentycznymi nazwami, jak np. „stół” czy „wszechświat”. Z faktu, że istnieją rzeczowniki pierwszego rodzaju nie powinniśmy wnioskować o istnieniu tego rodzaju bytów. Reizm głosi zatem, że pseudoprzedmioty nie istnieją ani w świecie konkretnych rzeczy, ani w żadnym innym sensie.
Trzecia faza konkretyzmu to analiza problemu istnienia przedmiotów idealnych. Przeciwko nim wysuwa Kotarbński następujące argumenty, korzystając z ontologii Leśniewskiego. Przedmioty idealne są wewnętrznie sprzeczne i tym samym nie mogą istnieć. Dlaczego? Otóż powszechnik jest to taki przedmiot, który posiada tylko cechy wspólne mnogości danych przedmiotów – np. koń w ogóle posiada tylko cechy wspólne wszystkim konkretnym koniom. Każdy zaś konkretny przedmiot posiada jakąś cechę swoistą, której powszechnik posiadać nie może. Również nie może posiadać negacji tej cechy, a tym samym gwałci to jedno z podstawowych praw logiki, prawo wyłączonego środka, zgodnie z którym dla dowolnego przedmiotu jest prawdą, że albo posiada jakąś cechę albo posiada jej negację. Np. konkretny koń jest albo kary albo nie-kary. Zaś koń w ogóle nie jest ani kary ani nie-kary. Drugi argument Kotarbińskiego przedstawia się tak: Nie mamy żadnych powodów by twierdzić, że powszechniki istnieją – ciężar argumentacji na rzecz ich istnienia spada na tych, którzy się za nimi opowiadają.
Czwartą fazę stanowi realizm radykalny, którego podstawową tezę wyrazić można tak: konkretyzm próbuje obejść się z obrazami immanentnymi tak, jak się obszedł był z cechami, stosunkami, stanami rzeczy, zdarzeniami i powszechnikami: ilekroć mowa z pozoru o nich, naprawdę mowa jest o rzeczach. Rozpowszechnionym jest przypuszczenie, że gdy sobie coś przypominamy, np. wczorajszy poranek, lub o czymś śnimy, np., że w słoneczny dzień płyniemy łódką po jeziorze, powstają tym samym przedmioty, które nazywa się „obrazami wewnętrznymi”. Zdaje się również, że o tych obrazach wypowiadać można zdania prawdziwe np., że słońce świeciło bardzo intensywnie, łódka była koloru brązowego itp. Pojawia się tu pytanie, gdzie owe obrazy miałyby się znajdować? W głowie, czy gdzieś na zewnątrz? W jakiejś części mózgu? W komórkach nerwowych? Jeśli na zewnątrz doznającego podmiotu, to gdzie? Obraz immanentny nie jest bryłą, w związku z tym owego „w” nie można rozumieć przestrzennie. Inna trudność, jaka się tu pojawia to pytanie, czy w tym samym sensie brązowa była oglądana łódka i jej obraz? Tak naprawdę tzw. „obrazy immanentne” to nic innego niż opisy rozmaitych rzeczy z różnych miejsc i czasów, na które reagujemy podczas marzenia sennego czy jakiegoś wspomnienia.
Podsumowując, zasadniczą myśl reizmu wyrazić można za pomocą następujących dwóch tez: (I) Wszelki przedmiot jest rzeczą, (II) Żaden przedmiot nie jest stanem lub stosunkiem, lub cechą. Zwrócono Kotarbińskiemu uwagę, że Brentano, w późnym okresie swojej twórczości obstawał przy pewnej, dualistycznej, wersji reizmu. Dla Brentany rzeczy dzielą się na res extensae (ciała) i res cogitantes (dusze), wedle Kotarbińskiego taki podział nie jest uzasadniony. Bowiem z faktu, że istnieją dwie nazwy „dusza” i „ciało” nie musi wynikać, że różnica w znaczeniu tych dwóch nazw pociąga za sobą różnicę co do ich zakresów. Res cogitans potraktować należy jako rzecz, tym tylko różniącą się od innych rzeczy, że jest to rzecz, która doznaje, czuje, myśli, itp. Mówiąc krótko: każda dusza jest ciałem. Jest to piąta faza konkretyzmu – pansomatyzm – utożsamiająca doznające podmioty z ciałami. Jej podstawową tezę przedstawić można następująco: (Ia) Wszelki przedmiot jest ciałem.
W międzyczasie Ajdukiewicz zauważył, że tezy te pociągają za sobą trudności natury interpretacyjnej. Jak rozumieć sformułowanie, że wszelki przedmiot jest rzeczą? Teza ta, z punktu widzenia reisty, jest zdaniem sensownym, zawiera bowiem tylko nazwy rzetelne, ale jest również tautologią, w jej orzeczniku nie ma niczego innego, niż to co zawarte jest w podmiocie, nie ma zatem żadnego faktualnego znaczenia. „Każde A jest B” – pisał Ajdukiewicz – znaczy bowiem „przy wszelkim x, jeżeli x jest A, to x jest B, i pewne x jest A”. Zatem teza reizmu rzeczowego przyjmuje postać: „przy wszelkim x, jeżeli x jest przedmiotem, to x jest rzeczą, i pewne x jest przedmiotem”. Truizmem jest bowiem, że pewne x jest przedmiotem. Jak rozumieć tezę drugą, że żaden przedmiot nie jest stanem lub stosunkiem, lub cechą? W reistycznej terminologii trzy ostatnie nazwy powyższej tezy są nazwami pozornymi. W związku z tym, jeśli rozumieć tę tezę dosłownie, to jest ona pozbawiona sensu w reistycznym języku, bowiem w orzeczniku nie występują żadne nazwy rzeczy. Jeśli zaś rozumieć ją w sensie przenośnym (skrótowo-zastępczym) to jest ona jawnie fałszywa, ponieważ np. sformułowanie „cecha nie istnieje” jako równoznaczne ze sformułowaniem „żadna rzecz nie jest jakaś”. Obrona przed zarzutami Ajdukiewicza (względem tez I i II) to następne, szósta i siódma, fazy konkretyzmu.
Szósta faza konkretyzmu to obrona tezy (II) – Żaden przedmiot nie jest stanem lub stosunkiem, lub cechą. Nie jest ona negacją zdania o następującej postaci: „Pewien przedmiot jest stanem lub stosunkiem, lub cechą”, którego reista nie może wypowiedzieć bez uznania istnienia stanów, stosunków i cech i bez jednoczesnego popadnięcia w sprzeczność z podstawowymi założeniami swojej doktryny. Wyrażając się w sposób skrótowo-zastępczy, reista ma jedynie na myśli bezsensowność zdania „Pewien przedmiot jest stanem lub stosunkiem, lub cechą”, nie twierdząc, że to ostatnie zdanie jest fałszem.
Konieczność znalezienia jakiejś innej definicji nazwy „rzecz” to faza siódma konkretyzmu. Pansomatyzm tezę (I) przeformułowuje następująco: (Ia) Każdy przedmiot jest ciałem. Termin „rzecz” równoważny jest terminowi „ciało” a ten ostatni „przedmiotowi fizycznemu, postrzeganemu zmysłami, umiejscowionemu gdzieś w czasie i w przestrzeni”. To ostatnie sformułowanie wyrażone jest wyłącznie w terminach ontologicznych (tu: fizykalnych) dostarcza nowych informacji na temat świata, nie jest zatem tautologią. Rzeczowników „czas” i „przestrzeń”, jako nazw pozornych, pozbyć się można w następujący sposób, zamiast „umiejscowiony w czasie” powiedzieć: „będący kiedyś”, zaś w miejsce „umiejscowiony w przestrzeni” dać: „będący gdzieś”.
Ostatnia, ósma faza konkretyzmu, to praca nad trzema problemami: (1) Która z tez, ontologiczna czy semantyczna, jest w konkretyzmie główna?; (2) Czy teorię mnogości można interpretować mereologicznie? (Czyli: czy na zbiory spojrzeć można jako na całości składające się z określonych elementów?); (3) Jakim rodzajem materializmu jest konkretyzm? (Chodzi tu o stosunek konkretyzmu do materializmu dialektycznego). Problem pierwszy, przyznając prymat ujęciu semantycznemu, rozwiązywał Kotarbiński tak. Dyrektywę reizmu można będzie wtedy ująć jak następuje: starajmy się o to, by każdą wypowiedź umieć sprowadzić do formy niezawierającej innych imion, oprócz imion konkretnych. Jest to zatem postulat eliminowania z wypowiedzi wszelkich nazw pozornych. Pomimo pojawiających się trudności natury logicznej (faza szósta i siódma) konkretyzm nigdy nie zarzucił chęci bycia teorią ontologiczną – poznajemy tylko ciała, tylko one są bodźcami dla naszych wrażeń, poznanie to reakcja na zewnętrzny bodziec (ciało) będące jego przedmiotem. Kotarbiński w pełni był świadom, że konkretyzm nie jest gotową teorią, jest to raczej program, któremu przyświeca jedna, uniwersalna idea, uwalniania wszelkich wypowiedzi od nazw pozornych.
Problem drugi to trudności zgłoszone przez matematyków, dotyczące teorii zbiorów. Kotarbiński, dążąc do spójnego materialistycznego monizmu, teorią swoją objąć musiał wszystkie dziedziny rzeczywistości i poddać je konkretystycznej interpretacji. Matematycy obstają, że istnieją klasy (zbiory), a pośród nich klasa pusta i nie mogą one być zinterpretowane jako ciała. Gdyby przekonująco udało się uzasadnić, że klasy są niczym więcej niż konkretami składającymi się ze swych elementów, w takim samym sensie jak biblioteka składa się z konkretnych książek, można by uznać klasy za rzeczy, a teorię mnogości za układ twierdzeń o ciałach. Sam Kotarbiński stwierdził jednak, że problem eliminacji klas w ich znaczeniu niemerologicznym pozostaje nadal problemem dla konkretyzmu.
Jeśli idzie o problem trzeci, to z całą pewnością konkretyzm jest ontologią materialistyczną. Jest to radykalny monizm materialistyczny niedopuszczający żadnego istnienia w formie niesamoistnej – wszystko co istnieje jest ciałem. Można go również nazwać „materializmem semantycznym” bo do postawy konkretystycznej doszedł głównie drogą analiz językowych. O pansomatyzmie mówi się, że jest „materializmem bez materii i przedmiotów materialnych”. Chodzi tu o to, że nazwy „materia” i „przedmiot materialny” są w języku reistycznym zbędne bowiem do zdania „Każdy przedmiot jest ciałem” nie dodają żadnej nowej informacji.
We wczesnych latach ’50 ubiegłego stulecia pansomatyzm zaatakowany został przez ortodoksyjny marksizm. Punktem wyjścia „krytyki” była następująca przesłanka: filozofia Kotarbińskiego przesiąknięta jest semantyką, zaś ta ostatnia stanowi centrum zainteresowania reakcyjnych, zachodnich filozofów, a w związku z tym konkretyzm jest doktryną bezwartościową. Bardziej konkretne zarzuty przedstawiają się następująco:
Kotarbiński utrzymywał, że tym, co najbardziej dzieli go od marksistów jest stosunek do zasady sprzeczności, oni ją wyraźnie ignorowali, bowiem dialektyka polegała na syntezie sprzeczności, on zaś uważał, że rezygnacja z obowiązywania zasady sprzeczności to rezygnacja z uprawiania nauki, bowiem, co powszechnie wiadomo, jednoczesna akceptacja zdania i jego zaprzeczenia prowadzi do uznania dowolnego zdania (prawo Dunsa Szkota). Konkretystyczna koncepcja rzeczywistości to splot ciągle ulegających zmianom ciał. Nie ma w tym świecie żadnych zmian, które są zdarzeniami (mogą być potraktowane jako przedmioty), lecz istnieją konkretne zmieniające się przedmioty.
Kotarbiński nie był do marksizmu nastawiony wrogo, widząc w nim cechy pozytywne, dialektykę traktując jako konturowy zarys ogólnej teorii zmian niemniej jednak całość filozofii marksistowskiej, w jej wersjach z lat 50. uważał za niezbyt intelektualnie wyrafinowaną. Z całą pewnością reizm może być interpretowany ewolucjonistycznie, z tą istotną różnicą względem materializmu dialektycznego, że gdy ten drugi przyjmował, że materia żywa z nieżywej i świadoma z nieświadomej powstały skokowo, to dla konkretyzmu było to powstawanie ciągłe.
Typowo polską specjalnością jest zagadnienie klasyfikacji rozumowań – zainicjowane i opracowywane głównie przez Łukasiewicza, Kotarbińskiego, Czeżowskiego i Ajdukiewicza – podejmowane przede wszystkim w polskim piśmiennictwie logiczno-filozoficznymi.
Ujęcie Kotarbińskiego jest bardzo bogatym rozwinięciem klasyfikacji Łukasiewicza. Zachowując wszystkie racje podziału Łukasiewicza przyjmuje taki sam podział rozumowań (dedukcyjne-redukcyjne) i ich odmian (wnioskowanie, sprawdzanie, tłumaczenie, dowodzenie)
Termin „rozumowanie”, zauważa Kotarbiński funkcjonuje w kilku znaczeniach, z których najważniejsze to:
Rozumowanie dla Kotarbińskiego to dobieranie racji do następstwa lub następstwa do racji, dokonywane nie na przeżyciach lecz na zdaniach. Terminy „racja” i „następstwo” rozumie w sposób następujący:
Zauważa Kotarbiński, że następstwo w sensie logicznym, jako to, co inferencyjne wynika z racji nie może być utożsamiane z takimi jeszcze możliwymi sposobami jego rozumienia:
Wynikanie w sensie inferencyjnym definiuje następująco:
Zauważa Kotarbiński, że słowo „wynika” funkcjonuje w co najmniej trzech znaczeniach:
Rozumowania, najogólniej rzecz biorąc, dzieli Kotarbiński na rozumowania udane i nieudane, udane to takie które trafnie dobierają rację do następstwa lub następstwo do racji, zaś nieudane to takie, które nietrafnie dobierają rację do następstwa lub następstwo do racji.
Idąc śladami Sigwartha i Łukasiewicza rozumowania dzieli na dedukcyjne i redukcyjne, z których pierwsze przebiegają w kierunku od racji do następstwa a drugie od następstwa do racji.
Celem dokładniejszego wyjaśnienia znaczenia pojęcia wnioskowanie należy posłużyć się pojęciami „wynikania w sensie inferencyjnym” i „dyrektywy”.
Wnioskowanie inferencyjne z użyciem reguł logiki formalnej definiuje Kotarbiński następująco:
Najpospolitszym schematem tego typu wnioskowania jest kombinacja podstawiania – w jakiejś przyjętej za prawdziwą implikacji formalnej wartości stałych za zmienne wyrażające przesłanki – z odrywaniem, tych przesłanek, od otrzymanego zdania, czyli konkluzji. Pozostaje wtedy następnik tej implikacji materialnej jako konkluzja, czyli zdanie wywnioskowane na podstawie przesłanek materialnych (otrzymanych po podstawieniu za zmienne stałych). Konkluzja jest poszukiwanym następstwem, a koniunkcja przesłanek daną na początku racją, z której konkluzja wynika inferencyjnie. Najprostszy schemat tego typu wnioskowania przedstawia prawo modus ponendo ponens:
Wnioskowanie inferencyjne bez użycia reguł logiki formalnej jako przesłanek i dyrektyw – w takich przypadkach przesłankami są implikacje formalne mające charakter norm prawnych czy etycznych, a dyrektyw nie da się zbudować według reguł logiki formalnej.
Wnioskowanie inferencyjne utożsamione z dedukcją – w takim przypadku kwestią obojętną jest czy wnioskujący rozpoczyna od podania racji, od której przechodzi do następstwa, czy też nie stwierdza racji, lecz tylko zakłada przynajmniej niektóre jej składniki a niektóre stwierdza i od nich przechodzi do następstwa. Można to zobrazować następującym przykładem: :Wnioskuję: przypuśćmy, że [przesłanki] [1], 28 dzieli się przez 6 bez reszty; [2], a skoro każda liczba podzielna przez 6 jest podzielna przez 3, [konkluzja, której nie uznajemy!] przeto 28 jest podzielne przez 3.
Wnioskowanie w najszerszym sensie, wypowiadane w zdaniu warunkowym (implikacyjne) Wnioskuje w tym znaczeniu każdy, kto myśli w sposób następujący: jeśli a to b.
Umiejętność wnioskowania można doskonalić w następujące cztery sposoby:
Sprawdzanie jako dobieranie do racji następstwa uznanego nie jest tożsame z wykazaniem prawdziwości sprawdzanego zdania (racji). Dla sprawdzania nie jest istotne aby prawdziwość dobranego następstwa była ujawniona przed wyprowadzeniem go z danej racji, niejednokrotnie w charakterze dobieranych następstw występują domysły, które dopiero należy poddać kontroli. W związku z tym stwierdza Kotarbiński, że pojęcie to funkcjonuje w następujących trzech znaczeniach:
Tłumaczenie (wyjaśnianie) jako dobieranie do następstwa uznanego racji jest rozumowaniem redukcyjnym. Ta postać rozumowania występuje najczęściej w naukach empirycznych, gdzie dla opisu znanych faktów domyślić się musimy pewnych tez, praw przyrody, które są ich racjami. Inaczej to wyrażając prawa przyrody są racjami, które dobieramy do następstw, czyli opisów znanych faktów. Celem właściwego zrozumienia na czym polega ta postać rozumowanie należy bardzo wyraźnie odróżnić następujące trzy stosunki: 1 naprowadzania na pomysł, 2 wywoływania (przyczyny i skutku), 3 racji do następstwa. Aby to wyjaśnić posłużmy się przykładem.
Mówiąc o tłumaczeniu wyróżnia Kotarbiński dwie jego odmiany: konstruowanie hipotez, których wyróżnić można trzy rodzaje: sensu largo, sensu stricto i sensu medio, i indukcję, którą zgodnie z tradycją dzieli na wyczerpującą (zupełną) i niewyczerpującą (niezupełną), a tą ostatnią na: przez proste wyliczenie (enumeracyjną) i eliminacyjną.
Każdą hipotezę, którą interesujemy się nie ze względu na poszlaki jej prawdziwości, lecz ze względu na jej płodność, nazywa Kotarbiński hipotezą roboczą.
Dowodzenie polega na dobieraniu do następstwa racji uznanej za prawdziwą. Nie jest to jednak jedyne rozumienie tego pojęcia. Znaczy ono również tyle co:
Idąc za Kotarbińskim, rozumowania sklasyfikować możemy następująco:
Na samym początku na rozumowania udane – od zdania uznanego za prawdziwe do zdania prawdziwego, wedle dyrektyw wiedzotwórczych, ze względu na wynikanie inferencyjne – (trafnie dobierające rację do następstwa i następstwo do racji) i nieudane (dobierające nietrafnie).
Zarówno rozumowania udane jak i nieudane dzieli on dalej na:
Na szczególną uwagę zasługują tu następujące kwestie:
Jednym z głównych źródeł zainteresowania się klasyfikacją nauk – pisze Kotarbiński – była od dawna troska bibliotekarzy o ład w książnicach.
Celem adekwatnego zorientowania się w rozmaitych klasyfikacjach nauk należy jasno odróżnić następujące sprawy:
Swoje rozważania nad nauką nazywa „delimitacyjnymi”, co bez większego problemu, można je również nazwać problemem demarkacji. Zwraca Kotarbiński uwagę na niezmiernie istotną kwestię – termin „nauka” bardzo często występuje w dwóch kontekstach: jako element klasyfikacji i jako element oceny.
Klasyfikujemy, gdy próbujemy oddzielić naukę od innych działań np. politycznych, gospodarczych, artystycznych, itp.
Zaś oceniamy najczęściej wtedy, gdy polemizujemy, przykładowo przypisując adwersarzowi nienaukowy charakter jego wypowiedzi.
Terminologicznie rzecz biorąc, polskie nauka bliższe jest zakresowo niemieckiemu Wissenschaft – obejmując swym zakresem przyrodoznawstwo, matematykę i humanistykę, niż francuskiemu scence obejmującemu swym zakresem wyłącznie nauki ścisłe i biologiczne, (podobnie się mają sprawy ze znaczeniem angielskim). Na bazie dokonanych ustaleń proponuje Kotarbiński następującą definicję terminu nauka:
Wady przez siebie zaproponowanej definicji widzi dwie: (a) nie jest precyzyjna – lecz pojawia się pytanie, czy sam temat pozwala na większą precyzję?; (b) nie jest to definicja sprawozdawcza, lecz projektująca.
Zalety widzi następujące: (a) nie pozwala na arbitralne zawężenie terminu; (b) wiąże wzajemnie dwie sfery: organizację nauki i nauczanie; (c) uniemożliwia zawężenie terminu do wyłącznie działań twórczych, zasadzających się na poszukiwaniu prawidłowości, skutecznie uniemożliwiając tym samym nie uznawanie za naukę tych działań poznawczych, które ex definitione praw nie poszukują, np. w obrębie humanistyki; (d) uniemożliwia nazwanie tym mianem tych tylko działań, które zmierzają do poszukiwania wyłącznie ogólnoludzkich zainteresowań – niejednokrotnie bowiem się zdarza, że o tym, co należy do nauki rozstrzyga określone „tu i teraz”, o którym niepodobna powiedzieć, że jest nieistotne; (e) umożliwia włączenie w obręb nauki tzw. umiejętności praktycznych, występując przeciwko takiemu, nazbyt wąskiemu, pojmowaniu tego terminu:
Zwolennicy takiej definicji miana naukowości odmawiają np. medycynie, technice, administracji, itp. Jest to zdaniem Kotarbińskiego zabieg nieuprawniony ponieważ zasadza się na nieporozumieniu, iż nauki nie projektują. Zarówno uczony jak i np. lekarz czy inżynier poszukują warunków wystarczających do zajścia określonego zdarzenia. Uczony przykładowo zastanawia się jak wywołać interesujące go zjawisko, inżynier działa podobnie, gdy poszukuje środków do wytworzenia jakiegoś urządzenia, za pomocą będzie można wywołać jakiś efekt, podobnie działa i lekarz poszukujący sposobu przywrócenia zdrowia pacjentowi. Wszyscy trzej badają uwarunkowania zdarzeń i stanów rzeczy. W związku z tym proponuje Kotarbiński następujące ujęcie problemu:
Kotarbiński nigdzie nie stwierdza, że dokonał klasyfikacji nauk, można jednak, na podstawie piątej części jego Elementów..., w których dokonuje analizy cech odrębnych głównych działów nauki pokusić się o taką klasyfikację i nazwać ją „klasyfikacją w sensie Kotarbińskiego”.
Wyróżnia on następujące typy nauk: matematyczne, przyrodnicze, historyczne, praktyczne (umiejętności), filozoficzne.
Nauki matematyczne charakteryzują się metodą dedukcyjną, są aprioryczne, bowiem prawdziwość tez jest rozstrzygana bez odwoływania się do tez spostrzegawczych, ich celem jest prawda, a zadaniem poszukiwanie tez apriorycznych.
Nauki przyrodnicze charakteryzują się metodą indukcyjną i pomocniczo dedukcyjną, są aposterioryczne (empiryczne), prawdziwość tez jest rozstrzygana przez odwołanie się do tez spostrzegawczych lub do tez, w których gronie znajdują się tezy spostrzegawcze, poszukujące praw przyrodzonych (nomotetyczne), ich celem jest prawda.
Nauki historyczne charakteryzują się metodą intuicyjną (wczuwania się) i pomocniczo metodą dedukcyjną (wnioskowanie i sprawdzanie), metodą redukcyjną (dowodzenie i tłumaczenie), oraz metodą indukcyjną, stosują też rozumowanie przez analogię, są empiryczne – prawdziwość tez jest rozstrzygana przez odwołanie się do tez spostrzegawczych lub do tez, w których gronie znajdują się tezy spostrzegawcze, są poszukujące osobliwości (idiograficzne) – opis i wyjaśnianie genetyczne i przyczynowe minionych zdarzeń, ich celem jest prawda.
Nauki praktyczne charakteryzują się metodą indukcyjną, metodą redukcyjną, metodą dedukcyjną, rozumowaniem przez analogię, są empiryczne, poszukujące skutecznych sposobów działania, ich celem jest urzeczywistnianie projektów (zamierzeń).
Nauki filozoficzne nie mają innej metody niż pozostałe dyscypliny, ich celem jest prawda.
Kotarbiński uniezależnia swą etykę od wszelkiej ideologii, poszukującej uzasadnienia poza światem materialnym; uzasadnia to jednak w sposób nie ontologiczny (nie twierdzi zatem, że etyka winna być niezależna od Boga, bo ten ostatni nie istnieje), ale metodologiczny. Twierdzi on zatem, że mimo niewątpliwej słuszności wielu zasad moralnych etyk chrześcijańskich (szczególnie bliskie jest mu przykazanie miłości bliźniego), ich uzasadnienie może całkowicie stracić sens w momencie, gdy traci się wiarę w Boga (będącego jej fundamentem). Sens i wartość zachowania moralnego należy umieścić więc w relacjach z innymi ludźmi i zrozumieć w kontekście antropologiczno-historycznym, nie zaś kontekście transcendentalnym[5]. Etyka niezależna w tej perspektywie to etyka świecka.
Kotarbiński woli mówić o postępowaniu czcigodnym i haniebnym, raczej niż "dobrym" i "złym"[6]. Zachowanie czcigodne jest godne szacunku, pochwały, pewne postępowanie pozytywne, którego przeciwwagę stanowi właśnie postępowanie złe, niegodne, haniebne. Tutaj autor odwołuje się do wzoru spolegliwego opiekuna.
W tym kontekście zachowanie czcigodne, to postępowanie zgodne z własnym przekonaniem, kierującym się najwyższym dobrem osób powierzonych naszej opiece, postępowanie uczciwe, szlachetne, odpowiedzialne, cechujące się największą troską o tych, których dobro w jakiś sposób uzależnione jest od naszych decyzji. Życzliwy opiekun nie wykorzysta słabości swego podopiecznego dla własnych interesów. Nie wykorzysta jej nawet, jeśli pozwoli mu ona wykaraskać się z własnych kłopotów. Nie zdradzi zaufania słabszego, który polega na jego jedynie pomocy. Przeciwnie postąpi człowiek haniebny, który działa odwrotnie do wskazanego tu wzoru postępowania. Przy czym nie dotyczy to wyłącznie, jak dopowiada autor, zobowiązań formalnego typu, czyli na przykład naturalnego związku rodziców z dzieckiem, albo relacji wychowawca – uczniowie. Zobowiązanie życzliwego opiekuna dotyczy każdego człowieka w każdej sytuacji. Postać opiekuna ma stanowić zatem wzór zachowania: „ (...) postępuj tak, by w społeczeństwie przez nas kształtowanym wzbudzać, rozwijać i utrwalać motywację, charakterystyczną dla postawy dobrego opiekuństwa.”
Doktoraty honoris causa: